BellaIsa's Qype reviews
-
74-76 Westbourne Grove, Paddington, London W2 5SH
Lubię firmy, które w niebanalny sposób potrafią budować pozytywny obraz swoje marki. Ping-pong zdecydowanie do nich należy. Po zeszłorocznych darmowych niedzielnych lunchach - każdy kto przyszedł w pidżamie mógł zjeść , ile może - przyszła pora na lekcję robienia chińskich pierożków. Restauracja przywitała nas darmowymi koktajlami do wyboru - wszystkie były wyśmienite - po czym przystąpiliśmy do lekcji. Każdy z uczestników otrzymał czapkę kucharza - jak a prwdziwych szefów kuchni przystało;) Zadanie było o tyle ułatwione, że ciasto (3 rodziaje, zwykłe, z sokiem z buraków i z atramentem z kałamarnicy), jak i nadzienie (wegetariańskie i krewetkowe) było już dla nas przygotowane. To jednak niewiele pomogło, bo klejenie ich to nie lada sztuka (umiejętność lepiena polskich pierogów okazała się niestety niepomocna). Jednak mimo koślawych tworów, sim sumy smakowały nie gorzej niż te kupowane w restauracji. Myślę, że po takiej uczcie każdy chętnie wróci do tej sieci - ja uwielbiam tu przychodzić. Obslłga byla pomocna i miła, wystrój lokalu nie odbiega od innych tej sieci. Mi osobiście najbardziej podobał się sufit w chińskie literki. Polecam.
BellaIsa
wrote on 11 October 2012
-
54 Queensway, Bayswater, London W2 3RY
BellaIsa
wrote on 7 November 2011
Tuk tuk jak każdy, wyglądem nie zachęca, ale jedzenie jest bardzo dobre i tanie. Muszę jednak przyznać, że to, jak zostałyśmy potraktowane z koleżankami w tej to się rzadko zdarza. Miałyśmy 30 minut do zabicia, przed łyżwami w pobliskim Qyeensway Ice Rink, więc wpadłyśmy tutaj, wiedząc, że będzie szybko, smacznie i tanio. Nie byłam głodna, więc zamówiłam zieloną herbatę, koleżanka zupę tajską – 2 razy pytając, czy nie ma w niej trawy cytrynowej, bo nie lubi. Kelnerka powiedziała, że nie (choć nie do końca byłyśmy pewne, czy rozumie, bo jej angielski pozostawiał wiele do życzenia). Druga z koleżanek, zamówiła inną potrawę i krakersy krewetkowe na dobry początek. Jakież było nasze zdzwiwienie, kiedy kelnerka zwróciła nam uwagę, że tylko osoba, która je zamówiła, może je jeść (!). Wywiązała się mało przyjemna dyskusja, bo koleżanka powiedziała, że ona za to płaci, więc to jej sprawa, kogo nimi poczęstuje. Sytuacji nie poprawiło przyniesienie wspomnianej zupy z… trzciną cytrynową. Zniechęcone taką obsługą, opóściłyśmy lokal, a manadżerka krzyczała za nami (knajpa była pełna) „Don’t come back!”. I nie wrócimy, ma jak w banku.

